INDUSTRIALART

Pytong




Księga Pierwsza
 Nauki o Pytongu w skrócie


Wszystkiem jest Pytong i od Pytonga Wszystko powstało. Pytonga zamierzeniem było stworzyć sobie niewolników i czcicieli. Każden jest wyznawcą Pytonga, jego niewolnikiem i czcicielem, choćby nawet uparcie temu przeczył lub inną, fałszywą wiarę cenił. Teraz lub jutro, zawsze czcicielem i niewolnikiem Pytonga będzie i pozostanie. Wszelki wysiłek, aby wyzwolić się z okowóf Pytonga donikąd prowadzi. Nie można bowiem uwolnić się od Pytonga. Pytong nami kieruje, Pytong wie dokąd pójdziemy teraz i jutro, i wie Pytong o naszych marnych wysiłkach i jeszcze marniejszej wierze w nasze samostanowienie. Bońć kowalem Swego Losu - prawią - a ja mówię - bońćcie kowalami Swego Pytonga! Nie uciekniecie przed Pytongiem, przed jego zamierzeniem i jego planami. Plany Pytonga są niezmierzone, jak i Pytong sam zmierzonym być nie może. Wielki Pytong, oto jest ten, który stworzył Pytongi na swoje podobieństwo. Ićcie i laszczcie się - rzekł Pytong do swych wyznawców, do niewolników Pytonga i jego czcicieli. I wówczas rozpoczęło się Wielkie Nieskończone Laszczenie. Zadowolenie wypełniło Pytonga, gdy ujrzał swych niewolników i czcicieli podczas Nieskończonego Laszczenia. I powiedział Pytong - oto jest moje dzieło, oto niewolnicy Pytonga i moi czciciele, którzy na zawsze już wierni mi będą. Nie spoczną w czczeniu Pytonga do końca dni swoich, albowiem kult Pytonga wypełni ich serca i zawsze już służyć mi bendom. Pytong ich stworzył i przez Pytonga odejdą. Pytong zatruje ich myśli i o niczym innym już myśleć nie bendom jak o Pytongu. I wówczas tysionc mędrców zakrzyknie "jam pokonał Pytonga!", i wtedy Pytong pokona ich poprzez Laszczenie lub poprzez Śmierć. I uśmiechnie się Pytong, bo nikt już inny nie będzie gotów aby odejść od Pytonga. Po raz kolejny rozpocznie się Wielkie Nieskończone Laszczenie, po którym powstaną nowi niewolnicy i nowi czciciele Pytonga. I rzekł kolejny mędrzec: "Ja pokonam Pytonga poprzez oszustwo". I spełznie jego życie na oszukiwaniu siebie, ale nie oszuka on Pytonga. Pytong wie, że niemożliwym jest oszukanie go w żaden sposób, Pytong bowiem Wszystko stworzył, a zatem jest także Panem oszustwa. Milijony niewolników i czcicieli Pytonga oszukują się Teraz i Jutro. Pytong kieruje nimi, aby jedni oszukiwali drugich, a drudzy sześciu kolejnych. Mówią: "Robię tak, bo tak chcę". I śmieje się Pytong rubasznie, a raczej śmieje się w milczeniu, śmieje się w zadumie, bo prawdą jest, że robią tak, bo tak chce Pytong. Pytong decyduje o tym, co zrobią za chwilę i gdy uda im się pozornie przeciwstawić Pytongowi, nie wiedzą, że Pytong to umyślił. I wraca Pytong do ich skruszonych, niewolniczych umysłuf i wkrada weń ziarenko swojej Prawdy. I mówi: "Laszcz". I wtedy oni Laszczom. I wówczas Pytong zbiera kolejne żniwo, kolejnych wyznawców, kolejnych niewolników i czcicieli Pytonga. Nie można uciec przed Pytongiem - oto jest Prawda Najwyszsza, którą głosi Pytong i głoszą niewolnicy i czciciele Pytonga. Setki oraz milijony sug Pytonga głoszą Tom Prawdę nie odkrywając jej przez całe swe życie, naznaczone kultem Pytonga, głoszą ją bowiem poprzez Laszczenie. Pojrzyj tedy jak ich życie upływa na czczeniu Pytonga, gdy za młodu toczy ich umysły młody Pytong, aby jak najlepiej przygotować do Laszczenia. Starają się wówczas oni, aby jak najbardziej przypodobać się Pytongowi, aby większą jego uzyskać ocenę i przychylność. Pytong, który jest Panem Wszystkiego, każdym z nich kieruje. I gdy jeden odstanie nieco od innych, zaraz sześciu zbiegnie się wokoło, aby nawrócić go ku Pytongowi, i gdy ten opornym się zdaje, wyszydzają go i ciskają boleśnie kuleczkami z plasteliny. Ale nie odejdzie on daleko od Pytonga, Pytong powróci po niego z większym jeszcze niż wcześniej nakazem "Laszcz!". I zapłacze wówczas odmienny i Laszczyć będzie z zaciśniętymi zębami, bo tak chce Pytong. I Pytong to właśnie kieruje nimi dalej, aby powielali swych poprzedników, niezrównanych czcicieli i niewolników Pytonga. I służą Mu wiernie słudzy i czciciele Pytonga, i mówią między sobą: "Radujmy się, oto kolejna para niewolników i czcicieli Naszego Pana, Wielkiego Pytonga. Oni to stworzą kolejnych wyznawców na Chfałę i Podobieństwo Pytonga!" A wówczas, gdy uda im się powielić kolejnych niewolników, pochwały spadają na ich brzemienne ramiona i radością Wielką napawa ich Pytong. A gdy mimo starań tysięcznych nie udaje im się zwielokrotnić czcicieli i niewolników Pytonga, wtedy znów wytykać ich zaczną i większymi jeszcze kuleczkami z plasteliny razić. A gdy siła wieku ogarnie już Parę Niewolników, wypatrywać zaczną nowych następców wiary Pytonga, aby Ci upiększali jego Dzieło. I namawiać do Laszczenia poczną, gdy sami już bezsilni zlegną w swych jaskiniach. Oto jak Wszystko obmyślił Pytong. Nie spocznie on w mnożeniu swego plemienia i Nieskończonym ono będzie, tak długo, jak długo będzie trwał Wielki Pytong, czyli wiecznie.





 Księga Druga
O tęsknocie Pytonga za Pięknem




Są chwile gdy nieskończona jest tęsknota Pytonga za pięknem. Podpowiada tedy Pytong: "pojrzyj jak nieskończenie pięknym zdaje się to istnienie". A pięknym wydaje się Pytongowi, bo sam je wskrzesił, bo uczynił na swoje podobieństwo. Zaiste pysznym jest Pytong gdy sam siebie pięknym widzieć zachce. I takoż jego czciciele i niewolnicy, oni też nieskończenie do piękna dążą, pragną być pięknymi jako sam Pytong. A we wszystkim co tworzą i wszystkim czego dotykać chcą, piękna poszukują nieskończenie i szaleńczo. Niejeden strawił żywot na poszukiwaniu piękna, a znalazłszy je wnet wydało mu się szkaradnym i nowego piękniejszego piękna począł szukać. Niezmożona jest energia Pytonga w wysiłkach poszukiwania piękna, a szaleństwem tym obdarzył swych wyznawców. I gubią się oni w swych małych krokach, gdyż nie wiedzą jeszcze, że Pytong nieskończonym jest i nie znajdą oni nigdy piękna, którego Pytong szukać im nakazuje. I nakazał Pytong: "Idźcie i Laszczcie się na podobieństwo moje, a któren piękniejszych czcicieli na świat wyda, ten większych zasług mych dozna." I laszczyć się poczęli niewolnicy i czciciele Pytonga, i miotać nieskończenie w zaspokajaniu wiecznej tęsknoty Pytonga za pięknem. Zaprawdę przebiegłym jest Pytong we wpajaniu swych nauk w umysły swych czcicieli i niewolników. Oni sami nie wiedząc nic o jego zamierzeniach rozpoczęli Wielkie Laszczenie ku Pięknu. Oto młody niewolnik i czciciel Pytonga poszukując piękna w czcicielkach i niewolnicach, składa hołd Pytongowi wkładając w laszczenie całą energię życiową i laszcząc wszystko i wszędzie. Niewolnice zaś piękna szukają w samych sobie przybierając kolejne, coraz bardziej przemyślne, podszeptywane przez Pytonga przebrania. A wszyscy zaś niewolnicy i czciciele wespół myślą jeno o tym jak sobie, innym czcicielom i niewolnikom, i samemu Pytongowi się przypodobać. Ale powiedział mędrzec: "Ja nie piękna będę szukał, za to brzydoty - oto jak przeciwstawię się Pytongowi". Lecz zaśmiał się wtedy Pytong, albowiem mędrzec począł szukać piękna w brzydocie i runął przegrany przed Pytongiem. Jeden i drugi rozpoczął poszukiwanie piękna w szlachetności. Zaraz jednak jeden popadł w oszustwo, drugi zaś w szaleństwo. Pytong bowiem nie spuszcza oka ze swych niewolników i czcicieli, a każdy z nich jest mu ważny i bliski, nieskończona jest oto wola Pytonga i jego zamierzenia. Pragnienie bycia pięknym jako Pytong na każdym niewolniku i czcicielu Pytonga spoczywa jak brzemię, a od pragnienia tego uwolnić potrafią się nieliczni. A i ta wolność pozorną jest jedynie i krótkotrwałą, jakoż niemożliwa jest ucieczka przed Pytongiem. Niewielu jest śmiałków, wielu zaś przykładnych niewolników. Oto ze strachu przed gniewem Pytonga tysiące czcicieli i niewolników Pytonga codzień przykładnie stara się być jeszcze piękniejszymi, a gdy który straci siły, zaraz sześciu kolejnych niewolników i czcicieli namawiać go pocznie, aby dalej służył Pytongowi. A gdy i ich nie posłucha, wówczas odwrócą się od niego i przeklną. "Bacz by się Pytongowi podobać, alboć nigdy już laszczył nie będziesz!" - oto ich przestroga. Radość napełnia wówczas Pytonga, że tak wiernych sług się doczekał. A i sami niewolnicy i czciciele prześcigają się w upodobaniu Pytongowi, jeden od drugiego pragnie być piękniejszy, a drugi od szóstego. Tak oto tęsknota ku pięknu obraca się w zawiść i srom. Walka wypełnia oto serca niewolników i czcicieli Pytonga i nigdy już w spokoju nie zasną, gdy rozpoczną Wielkie Laszczenie ku Pięknu. Ale myliliby się, którzy oczekują nagród od Pytonga za ich starania. Tą zawsze daje Pytong jednaką, a jest nią Śmierć.




Księga Trzecia
O pragnieniu bycia na podobieństwo Pytonga



 Wielkim jest Pytong, a moc jego i władza nad niewolnikami nieskończona. Początkiem był Pytong i końcem będzie, wszystko bowiem z woli Pytonga powstało i bez jego wiedzy istnieć nie może. Milijony czcicieli i niewolników Pytonga służą mu wiernie i nieświadomie w chwili każdej, na każde skinienie Pytonga gotowi stoją do złożenia mu hołdu. Napawa się swą władzą Pytong, a jego pragnienie posiadania wyznawców nieposkromionym.jest i nie ma końca. Nakazuje więc Pytong Laszczyć. I laszczom wtedy niewolnicy i czciciele Pytonga, a laszczenie ich coraz większe zatacza kręgi, coraz bardziej przenika do ich umysuf, coraz ogromniejsze zbiera żniwo. Czczenie Pytonga stawiają jego słudzy na miejscu pierwszem, a oddawanie mu pokłonów coraz większe ma dla nich znaczenie, coraz większą energię ich pochłania. Niemała w tym rola Pytonga, aby jego czciciele i niewolnicy pragnęli laszczyć i do laszczenia namawiać w tysiąckrotny sposób. Wpoił im bowiem Pytong pragnienie do bycia na swoje podobieństwo. Oto w okowach nieświadomości i niewiedzy niewolnicy i czciciele Pytonga każdego dnia, co godzinę i w każdej minucie dążą do tego by być jak Pytong, ich stworzyciel i Najwyższy Włatca. Prześcigają się wyznawcy Pytonga i walczą o to, aby stać się takim jak Pytong, aby kierować innymi niewolnikami i większą moc posiąść. Rzekł tedy Pytong: "Dąszcie do bycia na me podobieństwo, a Laszczyć będziecie." I rozpoczął się bój o przypodobanie się Pytongowi. Setki i milijony jego czcicieli i niewolników zapragnąwszy laszczyć, oddało się w pułapkę Pytonga. Odtąd pragnienie bycia Panem Wszystkiego jak Pytong, zatruło ich myśli i zniweczyło umysły. I zakrzyknął niewolnik Pytonga: "Jam jest Włatcą waszym, a wy moimi niewolnikami, odtąd ja decydował bedę, kto może Laszczyć!" I zawtórował mu drugi, i odezwał się szósty. Wszyscy oni zapragnęli być jak Pytong. I zaśpiewał wówczas Pytong swą pieśń radości, radości zwycięskiej i szyderczej. A wtenczas niewolnicy ogarnięci szałem laszczenia i czczenia Pytonga, w jeszcze większe popadli szaleństwo, a szaleństwo to podsunął im Pytong. I rozpoczęli czciciele Pytonga i niewolnicy jego walkę o Laszczenie. Celem ich Laszczenie, środkiem Laszczenie i Śmierć, a końcem tylko Śmierć.

 

Księga Czwarta
O pragnieniu nieskończonego laszczenia



 Nieskończone Laszczenie największym jest pragnieniem i zamiarem Pytonga. Tylko on może laszczyć nieskończenie, Pytong bowiem był na początku i końcem też jest Pytong. Pragnienia Nieskończonego Laszczenia uczy Pytong swych czcicieli. Ci zaś dążąc do bycia na jego podobieństwo, również nieskończenie laszczyć pragną. Oto co mówi Pytong do swych niewolników i czcicieli swoich: "Laszczcie teraz, a laszczenie wieczne będzie Wam dane. Nie spocznijcie w laszczeniu - dopóki oko wasze jeszcze otwierać się pragnie, laszczenie niechaj będzie wam jako jutszenka, której blasku wypatrujecie ślepym nawet okiem". I uwierzyli Pytongowi niewolnicy jego i wierni czciciele. Radość wypełniła ich serca na myśl o nieskończonym laszczeniu, a laszczyć odtąd poczęli jeszcze więcej i większą uwagę mu przywiązywać. Oto niewolnica Pytonga, wybitna laszczycielka, tak zwykła mawiać: "Laszczę, aby przypodobać się Panu memu, Wielkiemu Pytongowi. On da mi życie wieczne i nieskończone laszczenie będzie moim udziałem". I oto pomyliła się laszczycielka, wierna czcicielka Pytonga, nie wiedziała bowiem, że tylko Pytong istnieje wiecznie i laszczy nieskończenie, i pozostał z niej robak, smród i popiół. I zapłakał mędrzec, gdy odkrył tom prawdę i zczerniał popadłszy w szaleństwo, lecz i po nim pozostał jeno smród, robak i popiół. Prawdą Najwyszszom jest bowiem, że niemożliwa jest ucieczka przed Pytongiem, jak i niemożliwe jest Wieczne Laszczenie poza Pytongiem. Tchórzem, kto szuka ucieczki w innych, niosących fałsz wiarach. Te bowiem stworzył Pytong kierując umysłami niewolników swoich, aby wierniejszych i bardziej oddanych czcicieli sobie wychować. Dwojakiego bowiem zapewnienia potrzebują niewolnicy, aby wiernym być Pytongowi i wychwalać jego wielkość i śpiewać ku niemu pieśni. Jednym jest zapewnienie laszczenia Teraz, drugim zapewnienie laszczenia Jutro. I podszepnął Pytong wybranym niewolnikom i czcicielom myśl: "Idźcie i głoście Nieskończone Laszczenie, i zbierajcie sobie wyznawców, a gdy dojrzeje Wasze słowo, będziecie laszczyć teraz, a gdy umysły wasze zbutwieją i sami uwierzycie w słowo swoje, być może i jutro". I rozeszli się wybrani niewolnicy i czciciele Pytonga, a pragnąc jak najlepiej przysłużyć się swemu Panu i zachęceni możliwością Wiecznego Laszczenia, poczęli głosić słowo swoje. Słowo to obmyślił sam Pytong, a mówi ono: "Posłuchajcie nas, a będziecie Laszczyć Wiecznie, nie lękajcie się Śmierci, ona bowiem jest bramom ku Nieskończonemu Laszczeniu, służcie nam, my będziemy laszczyć Teraz, wy zaś Jutro." I zebrały się tysiące czcicieli Pytonga, setki i milijony poczęły słuchać wybranych wyznawców Pytonga, albowiem pragnieniem ich było Nieskończone Laszczenie. I służyć wiernie słowu wybranych czcicieli Pytonga rozpoczęli, jednako służąc Pytongowi. I ucieszył się Pytong widząc jak przywrócił swym niewolnikom chęć laszczenia, a odtąd laszczyć zaczęli oni jeszcze chętniej, zachęceni widokiem laszczenia jutro. Niezłomni są wyznawcy i czciciele Pytonga w oddawaniu mu hołdu i cieszą się, nie wiedząc, że oto sam Pytong to obmyślił. Dwa Zapewnienia, oto co wystarczy niewolnikom, aby nie dotarli nigdy do Prawdy. Z laszczenia bowiem powstali, laszcząc żyją i z pragnieniem laszczenia umrzom. A o tym, który laszczy najwięcej mówią: "Oto wielki jest kuter".

 

Księga Piąta
O ofiarach Pytonga



 Wszechmocny jest Pytong, a wolą jego i zaleceniami kieruje się każdy, od najmniejszej gęsi i kreda, po lwa. Nie ugnie się nikt jego zamierzeniom, nie oprze podszeptom, a ilekroć duch przekornej walki w nim się odezwie, tym szybciej Pytong zmiażdży jego opór poprzez wybranie go na swą ofiarę. Ilekroć przestanie niewolnik Pytonga i jego czciciel laszczyć, tym prędzej nowego laszczenia szuka, za wszelką cenę znów laszczyć pragnie. Napełnia go tedy Pytong Nową Mocom Ku Laszczeniu i wysyła pomiędzy innych swych czcicieli, służyć sobie nakazawszy. Nie ustają w wysiłkach czciciele i niewolnicy Pytonga, a ku laszczeniu dążąc zdają się nie mieć żadnych skrupułów i wszystko po drodze swej depczą, pozostawiając jeno ścierwo. A gdy siły ich opuszczą i w marazm niemiły Pytongowi popadną, gniewnym okiem spogląda na nich Pytong i zasyła ku nim dwoje kolejnych niewolników. Ci zaś służąc odwiecznie Pytongowi, namawiać poczynają ofiarę ku kolejnym Bojom ku Laszczeniu. I rzekł Pytong: "Nie ustawajcie w Laszczeniu, taka bowiem jest moja wola i zamierzenie, a gdy laszczyć będziecie, ja dam wam siłę i chorobami przeróżnemi nękać nie zacznę". Przerazili się tedy niewolnicy i czciciele i sami między sobą namawiać ku służbie Pytongowi poczęli. Ujrzeli bowiem, że oto Pytong ukarał sromotnie jemu nieposłusznych, laszczeniu niechętnych. Oto mędrzec nie laszczący dotychczas, popadł w obłęd, a jedynym odtąd, co powiedzieć umiał było "laszczyć". Inny boleści dostał pod koniec życia swego, a doznawszy opuchlizny nieuleczalnej, obumarł. Kolejnych sześciu, nowych niewolników nie dający Pytongowi, jałowymi myślmi Pytong napełnił, a życie ich okryło się ciemnością, dopóki nie skonali w rozpaczy. Widząc to hołdy Pytongowi zaczęli oddawać wierni mu czciciele, a do laszczenia namawiać. Uradował się Pytong, widząc laszczących niewolników. Ażeby zaś wysiłki milszym uczynić i kolejnych czcicieli sobie pozyskać, Trzy Trucizny obmyślił Pytong, którymi sugi swoje karmić począł. I oto dwoje niewolników przywiódł ku sobie Pytong, a Trucizną Pierwszą napełnił umysły. Odtąd wszystko poza Pytongiem i składaniem mu hołdu, przestało być dla ofiar jego ważne. Trucizna dając bowiem złudne poczucie odnalezienia Piękna, opętała niewolników i laszczyć oni poczęli. I rzekli: "Wielkie uwielbienie ku sobie dał nam Pytong, zdaje się nigdy ono nie skończyć. Wierniśmy więc Pytongowi za łaskę jego, laszczeniem hołt mu składamy". Ale myliłby się kto myśląc, że piękno oni odnaleźli. Nie to jest bowiem po myśli Pytonga, wiecznie nowego piękna szukającego. Pierwsza Trucizna mami ofiary tymczasowo, aby czciły one Pytonga z uwielbieniem, układając pieśni i dary mu składając. Raduje się Pytong będąc uwielbianym, największym jednak darem jest dlań nowy Niewolnik i Czciciel. I obmyśla Pytong nową Truciznę dla swych ofiar, gdy stara butwieje, a zwie się ona Przywiązanie. I mówią tedy niewolnicy: "Wielka jest łaska Pytonga, który dał nam Przywiązanie. Oddamy mu cześć poprzez nowego Niewolnika i Czciciela, który powiększy nasze grono". I oto tworzą kolejnego Wyznawcę na Chfałę i Podobieństwo Pytonga, a wówczas Trzecią Truciznę obmyśla Pytong, aby mogli oni radośnie szkolić swego następcę, a wychować go w kulcie Pytonga, jak wcześniej robiły to ich prabapki. Tak oto mami swe ofiary Pytong, Trzech Trucizn przemyślnie używając. Cieszą się niewolnicy jego, albowiem pragną być Truci, a boją się Prawdy. Tą zaś jest, że widzą piękno w sobie, bo tak chce Pytong, że laszczom, bo takie jest jego zamierzenie, i że dają mu nowych niewolników i czcicieli, tego bowiem pragnie Pytong najbardziej. Najbardziej nieświadomi jego czciciele i niewolnicy, najbardziej są mu wierni i najbardziej poznać Prawdy nie chcom, bo tak chce Pytong. I zaśmieje się Pytong, gdy w chwili Śmierci wyda im się ich życie spełnione, gdyż zapomni o nich i obrócą się oni w popiół, robak i smród.

 

Księga Szósta
O mieczu i uku



 I oto otworzył oko nowy czciciel i niewolnik Pytonga, a pierwszą jego myślą i pragnieniem było posiąść. Posiąść, ażeby laszczyć - oto nauka Pytonga, wpajana przezeń samego i jego niewolników nowo przybyłemu. "Lepiej mieć niż nie mieć" mawiają, a myślą ich ukrytą i prawdziwą jest "lepiej laszczyć niż nie laszczyć". Tego bowiem wymaga od nich Pytong w zamian za uśmierzenie cierpień i strachu. Nienasycona jest żądza posiadania Pytonga i pragnie on nieskończenie powiększać ród swych wyznawców. Takoż i jego niewolnicy i wielcy czciciele, oni też oprzeć żądzy posiadania się nie mogą, bo tego chce Pytong. Oto od najmłodszych swych lat prześcigają się w przypodobaniu Pytongowi, walcząc między sobą o "mam". Radość maluje się na ich młodych licach na widok kolejnych zdobyczy, a zazdrością wypełnia Pytong ich pobratymców. I wpaja Pytong swe nauki milijonom czcicieli jego, a ci skrzętnie kierują się jego zaleceniami. Każden posiadać pragnie, jeden namawia ku posiadaniu drugiego, a drugi sześciu następnych. I odtąd zewsząd rozbrzmiało "Zdobońć!" A głosem tym jednym, a ogromnym Pytong sam jest, który przemawia przeze wszystkich. Pytong kieruje młodym niewolnikiem, jak i starym, a każdemu mieć nakazuje. Nieskończoną chęcią zdobywania napełnił Pytong swych czcicieli, wiecznym rozkazem "Więcej" wypełnił ich serca i umysły. Lecz oto zabrzmiał głos mędrca: "Mądrością pokonam Pytonga, a dobra odrzucę, oto jak wyzwolę się z okowów Pytonga!". I zdało mu się być poza władaniem Pytonga, gdy dobra odrzucił, a mądrość swą budować począł. Lecz zaśmiał się wówczas Pytong, gdyż sługą jemu oddanym okazał się mędrzec, przykazaniu "Więcej" każdego dnia hołd składając. Nie ma bowiem ucieczki przed Pytongiem, jak nie ma ucieczki przed złowieszczą Anakondom, gdy ta ujrzy swą ofiarę. Każden czci Pytonga i wiernym mu pozostaje, a im bardziej temu przeczy, tym bardziej przemawia przezeń Pytong. Oto kolejna czcicielka za namową Pytonga rzecze: "Pragnieniem mym uk, a potem miecz". I szepcze wówczas Pytong do ucha niewolnika swego, a ucho to zawsze na podszepty Pytonga łasym jest, sam Pytong bowiem je stworzył. I szepcze Pytong: "Zdobońć uk, a potem zdobońć miecz, a laszczył będziesz". I odpowiada niewolnik i czciciel jego: "Zdobędę uk, a potem zdobędę miecz. Laszczyć bowiem pragnę nieskończenie, takim bowiem stworzył mnie Wielki Pytong, Pan Mój - laszczeniem oddam mu cześć". A widząc to, kolejny niewolnik, a po nim sześciu innych zrozumiało, że i oni uk i miecz powinni zdobyć, aby zachcianki Pytonga spełnić. Szaleństwem zdobywania objął tedy Pytong swych czcicieli, a odtąd każdy zapragnął zdobyć uk, aby laszczyć. Nie ustają oni w walce o miecz i uk, a im więcej który ich Pytongowi dostarczy, tym więcej Pytong mu obieca i rzecze: "Idźcie i zdobywajcie miecz i uk. Ten bowiem przyda wam się, aby laszczyć, a potem aby silnych następców mi oddać". Myślą tom natchnął Pytong swe czcicielki i podszepnął: "Obacz czy miecz niesie ze sobą niewolnik, a czy wiezie za sobą wóz mieczy. Ten bowiem, który wóz posiada, karmić twych następców będzie." I rzekł Pytong do swych niewolników: "Zdobońćcie miecze oraz uki, a wóz ich ciągnijcie i pokazujcie czcicielkom, a one laszczenia wnet zapragną." Ale zawołało sto mędrczyń: "Mędrca wybiorę, wóz zaś odrzucę!" Uśmiechnął się na to Pytong, wiedział bowiem, że mędrca chcą wybrać, aby Wielkich Niewolników i Czcicieli utworzyć, którzy powiększą jego Dzieło. Niezmożona jest energia Pytonga we wpajaniu swym niewolnikom kultu "mieć". Gdy któremu tedy uda się zdobyć wóz mieczy, chęć laszczenia w nim rośnie, a pragnienie posiadania następcy wypełnia jego zbutwiały umys. I laszczy niewolnik, kolejnego laszczenia już szukawszy, o następnym wozie mieczy już myśląc. I oto gdy uda mu się się dać Pytongowi nowego czciciela, po raz szósty i nieskończony oddaje się poszukiwaniu wozu mieczy i uków. A gdy noga jego nie utrzyma już starej głowy, wówczas przekazuje swym następcom, kolejnym wiernym czcicielom i niewolnikom Pytonga, swoje dobra, aby i oni mogli laszczyć i zdobywać kolejne wozy mieczy. Szaleństwo zaś swe zrozumie dopiero na sekundę przed Śmiercią i zapyta wówczas Pytonga "po co?", wtedy Pytong odbierze mu życie. Nielicznych jednak stać choćby na jedną sekundę, w nieświadomości swej umierając błogo, wypatrując Nieskończonego Laszczenia. Tych Pytong ceni najbardziej, największymi są bowiem jego czcicielami i wiernymi sługami, nie poznając nigdy Prawdy.


 

Księga Siódma
O braku



 Pytong wpaja swoim niewolnikom Brak i poprzez Brak pragnie ich pokonać. Każdy jego czciciel świadomie lub nie, dąży do tego, aby zastąpić Brak Czymś. Dążeniu ku Czemuś owładniętych jest milijon, a kolejny milijon Brakiem czegoś jest zatroskany. Miotają się w próbach zastąpienia Braku Czymś niewolnicy Pytonga, a ich próby nigdy nie zakończą się zwycięstwem, Pytong bowiem kolejny Brak im wskaże i kolejnym Czymś załatać go poleci. Tak oto czciciele Pytonga odwiecznie zajęci są zastępowaniem Braku Czymś, a w wysiłkach swych niektórzy gotowi posunąć się do szaleństwa. Tym wierniejszy w wędrówce ku Czemuś niewolnik, im bardziej jego otępiały umysł nasiąkł Truciznami, a laszczenie większą jego uwagę zajmuje. "Który laszczył nie będzie, energii ku zdobyciu Czegoś nie odnajdzie, a Brak wszelki spowije go ciężarnym mrokiem" - rzekł Pytong i tak się stało. "Poddaj się mym Truciznom, a smutek od ciebie odegnam, mój niewolniku, będziesz oto silniejszy w zdobywaniu Czegoś przeciwko Brakowi" - oto słowa Pytonga, które skierował do swego plemienia. I oto nowy niewolnik, zatroskany Brakiem laszczenia, odepchnął swój umysł, aby przyjąć Truciznę Pytonga i Brak zastąpić Czymś poprzez laszczenie. Aby jednak zdobyć siłę ku zmianie Braku w Coś, musi on oddać się we władanie Pytonga i laszczyć. Ufność jego wobec Pytonga tak wielką jest i uwielbienie jego dla Trucizn tak głębokie, iż umysł swój świadomie poddał zbutwieniu i rozkładowi, ażeby laszczyć. Tak oto podwójnego laszczenia niewolnik ów poszukuje, podwójnego laszczenia oczekuje odeń Pytong. Taki jest bowiem zamysł Pytonga, aby czcicieli swych mamić, Truciznami karmić, a obiecywać nagrody za laszczenie. Brak bowiem jest plemieniu Pytonga niemiły, nieskończenie pragną zastępować go Czymś. Poczucie Braku wykorzystuje tedy Pytong do pomnażania swego rodu poprzez laszczenie, albowiem laszcząc zyskują niewolnicy energię ku zastępowaniu Braku Czymś. Tryumf Pytonga spoczywa zatem w Braku Wszystkiego.


 

Księga Ósma
O upadłych mędrcach



 Wejrzyj na niewolnika i czciciela, który krzyczy najgłośniej. Tenże zwykle chce ukryć prawdę pod parasolem fałszu. Który Ci powie, że wolnym jest, ten najbardziej spętany, który wsławił się mądrością, zwykle w gupocie kończy. Gdy prawdziwą naturę czcicieli odkryjesz, odnajdziesz, iż Pytong panem jest oszustwa, a działaniem jego nakaz i podszept. Gdy który nakazu nie posłucha, Pytong rozpoczyna swój koncert podszeptów, ziarnem niepewności a obietnic mami, lepszą jutrzenką kusi. Nietrudno Pytongowi pozyskać ku sobie milijony czcicieli, którzy nigdy nie otrą się o Prawdę, wielce umyślnie bowiem wszystko Pytong uknuł. I oto fale wiernych sług sami pracują na to, aby nigdy nie odkryć czyimi nakazami i podszeptami się kierują. Nie im jednak poświęca Pytong swą uwagę, ci bowiem nigdy nie zejdą ze swej drogi pomnażania rodu Pytonga. Prawdziwą uwagą jego cieszą się bowiem Mędrcy. Ci oto nie kroczą bezmyślnie po kładce ułożonej przez Pytonga, a myśl ich czasem poszybuje w dół, ku przepaści pod nią rozłożonej. Tych ceni Pytong najbardziej, oni bowiem stanowią o nowym Jutrze rodu Pytonga. Nieszczęsny a ponury to widok patrzeć jak najwięksi Mędrcy kolejno oddają pokłony Pytongowi. Niegdyś wybitni zwycięzcy w walce z Pytongiem, dziś jego wierni służalcy, udający już tylko mędrców, gdyż Pytong odebrał im wolność myśli poprzez Trzy Trucizny. Niegdyś myślą w górze, oplatający szczyty spowite w wiecznych chmurach, wybiegające ponad milijony, wypatrujący Wielkiej Jutszenki, dziś upadłe są ich pragnienia, przesycone trucizną Pytonga. Pyszny a dumny jest Pytong z owych upadłych mędrców, w nich pokłada nowe nadzieje na swój nieskończony tryumf. Ślepcem bezócznym, który nie dostrzega tejże Prawdy, a jest nią wieczny marsz Pytonga ku nowemu laszczeniu. Najoporniejszych stłamsi Pytong i ci wówczas powstaną jako jego najzagorzalsi czciciele.



 

Księga Dziewiąta
O niesieniu fałszywej pomocy



 "Nowy niewolnik to największy skarp" - rzekł Pytong i ową myślą począł poić serca swych wyznawców. Rozpoczęli tedy niewolnicy i czciciele Pytonga bezwiedny marsz ku chwale Pytonga. Silniejsi i nie dość starzy laszczeniu się oddali, aby wypełnić cel swego istnienia, starcy - namawianiu ku laszczeniu i zachwytom nad młodymi niewolnikami, wszczyscy zaś oni - pomaganiu pozostałym w podtrzymywaniu istnienia. Wielu z nich za cel swego życia obrało ratowanie przed śmiercią każdego, i kaprawego starca, i cierpiącego boleści nieszczęśnika, i największego głupca. Ilekroć tedy udało im się kolejnemu niewolnikowi przedłużyć beznadziejną egzystencję, tylekroć wznosili oni oczy ku Pytongowi, takoż i ku sobie samym, i pozornie mądrym spojrzeniem wyrażali swoje szczęście, oczekując nagrody od samego Pytonga. I oto zesłał nagrodę ku swym wiernym sługom Pytong, a jest nią poczucie bycia dobrym i szlachetnym, a pomocnym. Zaiste przebiegłym jest Pytong, twórca swego plugawego stada, wyczekujący słabości swych niewolników i czcicieli, słabości, którą sam ich obdarzył. Najprzód nakarmiwszy umysły i serca niewolników uczuciem pustki, wypełnia je chwilową radością, gdy ci spełniają jego zamysły. Tęsknota, rozpacz, rozdarcie i smutek są oto udziałem niewolników, a cierpią oni póty Pytong nie natchnie ich swymi Truciznami. Jad Pytonga sączący się do serc niewolników Trzy Przemiany powoduje tedy: mędrzec ślepcem się staje, ślepiec głupcem, głupiec zaś wiernym i oddanym czcicielem Pytonga. I oto gotowym stał się niewolnik do największego pokłonu wobec swego Pana, oddania mu nowego niewolnika. Strach przed pustką, rozpaczą i tęsknotą, a wdzięczność wobec Pytonga jednakim są dla niego przymusem. Nie wie, nie chce i nie może już pamiętać oddany niewolnik i czciciel o swym strachu i uczuciu czarnej rozpaczy. Trzy przemiany odbierając mu rozum, każą zapomnieć, że oto młody niewolnik oddawany Pytongowi te same męki znosić będzie, tak samo szczęścia i wytchnienia w Trzech Truciznach szukać pocznie, kolejnego nieszczęśnika Pytongowi odda. "Potom jest, aby młodemu niewolnikowi pomoc przynieść" - rzecze tedy niewolnik i czciciel z zadowoleniem laszcząc dalej. Trzy przemiany rozum odbierając, nie pozwolą już pomyśleć, że oto najpierw powołuje młodego niewolnika ku cierpieniom, by potem pomóc mu je łagodzić. Jedno jest celem czciciela i niewolnika Pytonga trzema przemianami odmienionego, a jest nią pomoc samemu sobie, nie zaś fałszywa pomoc innym. Ku szczęściu dąży każdy niewolnik, a brak jego cierpieniem jest dlań. Milijony czcicieli Pytonga żądnych szczęścia spełnia tedy warunki Pytonga, a czyni to alboć bezrozumnie, już to zaciskając zęby w bólu postępuje wbrew swym przekonaniom, gdy cierpienia staną się zbyt silne. Niejeden mędrzec upadł w błoto, rozdeptany boleśnie przez Pytonga, tracąc przy tym rozum lub życie. Najtwardsi najsłabszymi się stają, a owi jeszcze wierniejsi Pytongowi niźli uprzednio. Mówią tedy: "jam najszlachetniejszy, pomagam bowiem innym niewolnikom". I oto jeden przez drugiego chwalić się rozpoczął, który więcej niewolników ocalił, a drugi przez szóstego. I oto już milijon niewolników stanął wespół, aby ratować resztę i siebie samych, nie wiedząc, że ratunku nie ma. Lecz i o to zatroszczył się Pytong, wysyłając ku swym czcicielom i niewolnikom fałszywych kaznodziei głoszących Pieśń ku Wiecznemu Laszczeniu. Ci zaś śpiewając swą straszliwą Pieśń, napełniają serca sług Pytonga trwogą i nadzieją. Który laszczył nie będzie - zawodzą - brzemię nieopisane nieść będzie, który ratować innych nie będzie, smutkiem i boleścią napełnion będzie. Który zaś laszczył i ratował - Nieskończonie Laszczył będzie - oto ich pieśń, a pieśń to fałszu Pytonga. Zatarł tedy łapy Pytong widząc, że oto niewolnicy prześcigać się będą w ocalaniu Królestwa jego i nie spoczną do kresu dni swoich, wcześniej przekazując swoje Szaleństwo następcom, a zacierając je, rubasznym chichotem się zaniósł.



 

Księga Dziesiąta
O umizgach i konkurach



 Zaprawdę nieszczęsnym jest los niewolnika Pytonga, gdy ujrzeć go z oddali. Pozbawiony wolności przez całe swe istnienie, miota się ku niej i pragnie wyrwać z okowów, błyskiem tylko niezrozumiałym dlań się kierując. Odwieczna i niespełniona Potrzeba godzi cierniem w lico niewolnika powodując uń cierpienia i niedostatek, radość kadząc smutkiem, zaspokojenie brakiem, a uczucie szczęścia wniwecz obracając po chwili krótkiej. Nieliczni tylko mędrcy umieją to choć nazwać, Milijon brnie jeno w odwiecznym błocie ku chimerze zwanej Zaspokojeniem. Ono to pędem nieobliczonym ku wszystkiemu, a twórcą jego Pytong. Trwożliwe, a nieopisane uczucie niepokoju porusza tedy kolejny zapęd u niewolników i czcicieli Pytonga. Pędzą w swym ślepym widzie ku nowym zakusom, które Pytong raz po raz im obiecuje, pędzą ku Wiecznemu Zaspokojeniu. Fałszywi kaznodzieje powstają jeden z drugiego, drugi z szóstego, a liczba ich w zamiarze Pytonga nieskończona. I głoszą oni, a głos ich coraz gromniejszy, coraz większy posłuch i żniwo głos ich zbiera: "Źródłem rozkoszy jest Pytong, źródłem rozkoszy los nasz, który dał nam w darze, idźmy i czerpmy z niego, choćby trwał pięć minut". I rozeszli się niewolnicy i czciciele Pytonga, szukać zaspokojenia i szczęścia wiekowiecznego szukać poszli. Ale nie wiedzą oni jeszcze, że poszukiwania te ku laszczeniu się obrócą. Tego bowiem chce Pytong, tym poi swych wyznawców i od myśli ku laszczeniu odwrócić im się nie da. A ten większego zaspokojenia zazna i ten większemu szczęściu oddan będzie, któren laszczycielkę powabniejszą Pytongowi posiąść zdoła. I rozpoczęli niewolnicy Pytonga bój kolejny ku laszczeniu. Prześcigać się oto zaczęli w umizgach ku czcicielkom, w metodach swych często równych nie mając. Oto żądny niewolnik, z wdziękiem i powagą równą niemal hipopotamu, zdolny jest niemalże wszystkiemu, gotów na szalę postawić swe życie, byle cel Pytongowi miły osiągnąć - nagrody bowiem oczekuje, a jest nią Wiekowieczne Zaspokojenie. Oślepion oto niewolnik, rozum precz odrzuciwszy, w ramiona wybranki brnie mrucząc pod nosem nieskładne sylaby. I oto oko utraciwszy, nic poza nieskończonym szczęściem w niej nie widzi, a tedy Pytong szyderczym uśmiechem się zanosi. Czcicielka zaś jego w samych umizgach szczęście znajduje i jeszcze powabniejsze pozy i przypinki przybiera. Im więcej zaś niewolników o jej względy zabiega, tym piękniejszą laszczycielka się staje, radością wewnętrzną bowiem Pytong ją napycha. Nic jednak takim żarem nie napełnia serca niewolnicy, jak konkury czcicieli o jej względy. Trzech wyznawców w szranki oto staje ku wdziękom czcicielki, trzech niewolników pragnie laszczyć, szczęścia w tym upatrując, trzech kolejnych bieży ku niej. Każden z nich inną broń dzierży, każden inne podarki niesie, a każden własną obietnic paletom mami. Oddaniem odwiecznym jeden kusi, spokojnym siołem drugi, wojażami po świecie trzeci. Czcicielka zaś bawi się niemi jako stadkiem hipopotamów, które zabawnymi i pociesznymi się zdają, żadnego zaś nie wybierze, żaden wdzięków jej nie posiędzie, nie tego bowiem Pytong od niej oczekuje. Nie wie jeszcze ona, że radość już jej niedługa, a los jej przesądzony i błotnisty. Wkrótce najmniej jej miłego zmuszona wybrać będzie, gdy ostatni niewolnicy spojrzeć w jej kierunku nie zechcą, ci bowiem mamieni wizją kolejnego nieskończonego szczęścia, w nowych umizgach się zatracą. Sprawiedliwy jest bowiem Pytong dla każdego, każdego jednako wizją radości i szczęścia omami, by ponury i ciężki los mu przydać w udziale, a tym stworzenie nowego niewolnika i Śmierć.


 

Księga Jedenasta
O pieśniarzach Pytonga



 Wielce przebiegły jest Pytong, a siła jego i energia ku nowym sztuczkom i oszustwom niczym nie ograniczona. Niewolnicy zaś jego i czciciele przeciwnie - ociężali umysłowo, leniwi, szukający szczęścia i błogiego zadowolenia z siebie. Niewielu jest mędrców, a dzięki zabiegom Pytonga, z każdą chwilą przybywa głupców, mędrcy zaś odchodzą lub butwieją i mniejszym coraz szacunkiem się cieszą. Taki bowiem jest zamysł Pytonga, aby mnożyć bezrozumne swe stado bez końca, a wszelki opór tłamsić bez litości. Niespożyte są wysiłki Pytonga ku osiągnięciu celu, a środki ku temu coraz to podlejsze, a bardziej dotkliwe. Oto zesłał Pytong na swych niewolników plagę zaprzedanych mu pieśniarzy. Dźwięki ich kóbz miłe są tylko oddanym mu czcicielom, ranią zaś boleśnie uszy mędrców. Pieśni ich jedno tylko słowo zawierają, a jest nim "Laszcz". I oto zasiał Pytong w sercach swych czcicieli upodobanie do pieśni o laszczeniu. Odtąd milijony oślepłych z upadku rozumu niewolników rozpoczęło tysięczny koncert pieśni Pytonga. Nie ma już w Królestwie Pytonga miejsca wolnego od ohydnego brzmienia kóbz traktującego o laszczeniu. Co szósty niewolnik oto gotowy do tworzenia nowych pieśni, a chwalić swymi umiejętnościami pragnie się przed innymi. Co szósty niewolnik tworzy pieśni, co drugi je powtarza. Straszliwe dźwięki kóbz Pytonga towarzyszą już każdemu podczas jego wędrówki w błocie, czyniąc ją jeszcze okrutniejszą. I oto mędrzec, który powstał przeciw zaprzedanym pieśniarzom stworzył własną pieśń - Pieśń ku Wolności. Wnet jednak został wyśmiany, a przekleństwa i złorzeczenia towarzyszą mu na każdym kroku. Bezlitosnym jest Pytong wobec swych wrogów, a armia jego czcicieli coraz większą jest i szybszą w tępieniu odmiennych. Pieśniarze zaś Pytonga cenieni są i wyróżniani, pieśni ich wychwalane i powtarzane pod nosem. Ale oto nową maczugę wytoczył Pytong, by ta przybliżyła go ku tryumfowi, tą zaś Taniec. "Tańczcie, a laszczyć poczniecie" - rzekł Pytong, a wnet tysionc niewolników rzuciło się by pląsać, milijon oto poczęło prześcigać w dziwacznych pozach, byle tylko łaskawe oko niewolnicy nań zaległo. Ten zaś, któren w tanach niedomaga z natury, nauki u samego Pytonga pobiera, by stać się w nich przodownikiem. Czcicielki naraz o niczem innem myśleć już nie pragną, jako o tanach. Jedna namawia drugą, druga szóstą i takoż watahy żądnych laszczenia niewolników i czcicieli spotykają się co dzień szósty i siódmy, by nowego laszczenia szukać, nowego czciciela spotkać, nowego niewolnika Pytongowi stworzyć. Taniec bowiem najprzebieglejszym jest dziełem Pytonga. Tańcząc nareszcie niewolnicy jawnie swe zamiary odsłonić mogą, a wzrokiem swym jeden drugiego omamiać. Wzrok to jest samego Pytonga, badający na ile przydatnym czciciel się okaże do ukończenia najwyższego dzieła. Celem bowiem jedynym Pytonga, by wszelkim możliwym sposobem, a sztuką chytrą nowego niewolnika uzyskać. Omamia zatem Pytong pieśniarzy mu oddanych, by do tańca popchnęli tłum fanatycznych niewolników, przy trąbach fałszywych i kobzach niemiłosiernych bawiących się najchętniej. I pląsać poczynają czciciele, a pląsać szybciej i zwinniej, konkursy ogłaszając coraz to nowsze, nie wiedząc, że pląsają oto ku niewoli u Pytonga. Ten bowiem jedną tylko drogę wyznaczył dla swego niewolnika, a jest nią stworzenie kolejnego nieszczęśnika, a wnet śmierć.




Księga Dwunasta
O samotności mędrca



 Milijon niewolników i czcicieli tłamsi Pytong za dnia, kolejny milijon niewoli w ciemności. Posłuszni mu są oni, pracując bez ustanku jako machina, którą na rozbiórkę lub rozpad Pytong i tak przeznacza. Mędrcy, ci zaś są niczym zgrzyt w nasmarowanej machinie Pytonga, świadomie lub nie próbując roztrzaskać ją od środka poprzez myśl. Szybując wzrokiem ponad jastrzębiami przebijają chmury lubo dryfują w głębiny odludne. Ci nie zwykli iść śladami wytyczonymi przez Pytonga, własne ścieżki tworząc, a radość ali smutek z tego czerpiąc. Miernym jest los Mędrca w oczach sytego a grubego czciciela Pytonga, łachudrą, obrzępałą go zowie. Nie wie, bo wiedzieć mu nie wolno, że słowa sam te Pytong stworzył, do ust i czerepu scherlałego mu przesłał. Drwiny i pogróżki, i kamień , oto jedno co czeka mędrca pośród pospołu, drugim zaś Samotność, która gasić opór ma za zadanie. Wielu próbowało wyrwać się z matni Pytonga słusznie upatrując w dozgonnej niewoli trudów nieobliczonych - tych zastraszyć musiał Pytong. I oto stworzył Pytong Samotność. Rzekł Pytong oto: "Niechaj każden, który nie zechce służyć mi wiernie i dawać nowych niewolników sobie podobnych, tak samo mi oddanych, utknie w maraźmie, mieliźnie samotności, a niech ta wyda mu się najgorszą karą, jaka spotkać go może, a ten wnet rzuci mi się na powrót w ramiony." I oto niewolnik, któremu lekką wydała się ucieczka od Pytonga, a przyjemną, zaraz popadł w szpony samotności, ta zaś rwać serce mu poczęła, by boleści okrutne zajęły jego umys. Pobity niewolnik jeszcze większym czcicielem niż był wcześniej staje się oto, jeszcze więcej laszczycielek poznawać pragnie, coraz to gorętsze hołdy Pytongowi składa. Dzięki samotności zdobywa oto Pytong coraz wierniejszych sługów, plemię swe pragnących poszerzać odtąd bez opamiętania. Jeden Mędrzec wolności od Pytonga oddać nie chce, stłamszeniu poprzez samotność się nie poddaje, cierpi w dwójnasóp przeto, raz jako niewolnik, drugi jako mędrzec, który wie, że los taki dany jest mu po kres, dopóty walczył z Pytongiem będzie, ginąc w nędzy. Gniewnym okiem zerka Pytong ku niemu, taki bowiem niewolnik cenny jest mu bliżej regularnego, taki stworzyć Wielkich Czcicieli może. I podsyła coraz to gorętsze czcicielki ku Mędrcu Pytong by zbić jego opór, te zaś miny i stroje przywdziewają wyśmienite, by przypodobać się swemu władcy, wieczną szczęśliwością mędrca mamiąc. Niejeden z nich upada ostatecznie by wielką wesołość na licu Pytonga wywołać. Tańczy oto Pytong zapamiętale okrutny walec ciesząc się ze zwycięstwa swego, a zwycięstwo to największym jest dla niego. Samotność bowiem bezcenną jest bronią w ręku Pytonga, miękcząc twardych, rozbijając silnych, laszczenia nakazując. Tak oto zuchwałe rządy Pytonga nie pozostawiają nadziei, Panem on bowiem pułapki i przebiegłości.